poniedziałek, 19 lipca 2010

4.

W szkole odebrałam spis książek, a potem ruszyłam na zakupy. Moja osiemnastka już 20 lipca, czyli za niecały miesiąc a ja nie mam jeszcze nic do ubrania. Myślałam, że trudno będzie mi znaleźć coś ładnego, co w 100% by mi odpowiadało. No ale poszło całkiem nieźle, i po godzinie miałam już moją kreację. Błękitną sukienkę, na ramiążkach, z zdobionym dekoltem. Byłam niesamowicie dumna z mojego łupu. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, że w sumie to mogę już wracać do domu. Była 11, a autobus miałam dopiero o 15. Postanowiłam zadzwonić do Łukasza. Nie chciałam mu się co prawda narzucać, ale z drugiej strony lubiłam jego towarzystwo, i chciałam z nim przebywać. Było w nim coś takiego co ewidentnie mnie do niego przyciągało, co sprawiało, że coraz bardziej go lubiłam. Wycisnęłam numer Łukasza:

- Halo

- Cześć, tu Patrycja. Twoja propozycja nadal aktualna?

- No jasne, a gdzie ty jesteś?

- W bajecznej.

- To poczekaj tam, za pół godziny jestem.

- Nie musisz się spieszyć.

- Wiem, ale chce. Na razie.

Czekałam na niego dokładnie 32 minuty. Czyli potrafi dotrzymać slowa.

- Dwie minuty spóźnienia- pokazałam na zegarek, wchodząc do auta.

- Tylko dwie, omal mnie policja nie złapała, tak po ciebie pędziłem.- zaśmiał się,

- Zawsze taki strasznie punktualny jesteś? – spytałam, marszcząc z rozbawieniem czoło.

- Prawie zawsze, a raczej jak chce być punktualny to jestem, zależy od miejsca, sytuacji, zależy od ludzi.

- A mogę zadać ci niedyskretne pytanie?

- No dawaj.

- Ile ty masz lat w ogóle?- spytałam

- W ogóle to 18, a tak naprawde to 27- odpowiedział.

- Podeszły wiek- zaśmiałam się.

- Wiesz co?- powiedział z udawanym gniewem

- No co? Słucham cię uważnie.

- Okropna jesteś i tyle.- powiedział.

A potem jechaliśmy już w ciszy, słuchając jedynie radia. Gdy podjechaliśmy pod mój dom było wczesne popołudnie, a z nieba lał się niesamowity skwar. Nie chciało mi się wracać do pustego domu. Chętnie spędziłabym z nim jeszcze troche czasu. Jego towarzystwo wprawiało mnie w dobry nastrój, rozluźniało mnie.

- To dzięki za wszystko- powiedziałam- teraz chyba musiałabym ci się jakoś odwdzięczyć.

- No wypadałoby- powiedział zalotnie, z błyskiem w oku, który widziałam dzisiaj już kilka razy.

- No to może wejdziesz się czegoś napić?- spytałam.

- Nie dzisiaj już nie mogę, może następnym razem- odpowiedział.

- Okey, w takim razie do zobaczenia.

Otwierając drzwi do domu pomachałam mu, za co odwdzięczył mi się uśmiechem. Byłam tak zmieszana. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Gdy go poznałam nie wydawał mi się aż tak atrakcyjny, żebym mogła się w nim zakochać. Ale dzisiaj gdy ujrzałam te jego oczy, gdy mnie dotknął, nawet gdy ze mną rozmawiał, czułam dreszczyk. Ej, ej- otrząsłam się- przestań! Przecież masz chłopaka, po drugie wy w ogóle do siebie nie pasujecie. On jest starszy, pracuje dla twojej mamy. Sięgnełam do szafki po szklanke, i nalałam sobie soku. Chciałam ją odłożyć, gdy wyślizgnęła mi się z ręki i z hukiem spadła na podłoge.

- Cholera- rzeczywiście prześladował mnie dzisiaj jakiś pech. Zabrałam się za zbieranie szkła, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.

- Auć- jękłam, i poszłam otworzyć drzwi.

- To znowu ja, zapomniałaś swoich zakupów z samochodu- Łukasz machnął mi przed nosem torbami- a co ci się stało? Z mojej dłoni na podłogę strupkiem kapała krew.

- Mówiłam ci, że mam jakiegoś pecha. Zbiłam szklanke, chciałam to posprzątać, no i widzisz jak to się skończyło.

- Masz jakiś bandaż?- spytał

- Tak w apteczce.

- Pokaż mi gdzie, to ci to jakoś opatrze.

Przyniosłam mu apteczke z łazienki.

- Co my tu mamy- mruczał pod nosem- dobra zdezynfekujemy to najpierw, uważaj bo będzie szczypać.

- Auććć- jęknęłam

- Poczekaj zaraz będzie po wszystkim.

Patrzyłam jak dokładnie i starannie owijał mi dłoń bandażem. Widać było jak uważa, żeby mnie nie zabolało. Imponowało mi to, że tak się stara.

- Widze, że szeroko uzdolniony jesteś, kierowca i pielęgniarka w jednym. Masz jeszcze jakieś zdolności, to może zatrudnie sobie ciebie na cały etat?- zaśmiałam się.

- Umiem jeszcze gotować, sprzątać. Jestem wielofunkcyjny- uśmiechnął się.

- Dobra gotowe- pogłaskał moją opatrzoną dłoń- boli cie?- spojrzał na mnie takim wzrokiem, że czułam jak moje kolana stają się jak z waty.

- Nie, teraz już nie boli- nasze spojrzenia znów spotkały się na dłuższą chwile.

- przepraszam cię ale muszę już jechać- powiedział i wstał powoli.

- To ja cię przepraszam, za to że po raz kolejny dzisiaj musiałeś ratować mnie z opresji. Dziękuje ci!

- Nie ma za co. Do usług- uśmiechnął się- Tylko uważaj na siebie.

- Obiecuje, że będę. Najlepiej chyba pójde spać, mam nadzieje, że pod kołdrą nic mi nie grozi- zaśmialiśmy się.

Potem wyszedł wolnym krokiem, a ja obserwowałam jak powoli odjeżdża. Gdy położyłam się w łóżku głowe zaprzątały mi myśli tylko o jednej osobie.

4 komentarze:

  1. strasznie zaciekawił mnie twój post :)
    może skoro masz chłopaka to tak za bardzo o nim nie rozmyślaj ;).
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe;) Podoba mi się;) I bardzo zwrócił ten tekst moją uwagę ponieważ mój chłopak tez się nazywa Łukasz, a naprawdę znam bardzo mało Łukaszów;) Pozdrawiam i zapraszam ponownie do mnie;)
    http://www.uroda-make-up.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. brak słow !!!Jak romantycznie;)zazdroszcze talentu

    OdpowiedzUsuń
  4. Kinga ja wiedziałam, że ty masz talent. :D - Mania ;-*

    OdpowiedzUsuń