środa, 21 lipca 2010

7.

Nadeszła sobota- impreza Agnieszki. Nie mogłam się doczekać wieczoru, była to moja jedyna szansa na to żeby zapomnieć. Przez cały ten czas ciągle biłam się z myślami o Łukaszu, ale wkońcu postanowiłam, że nie. To nie może się udać. On jest starszy i zaręczony. I tak nic by z tego nie wyszło. To pewnie jakieś moje głupie, kolejne zauroczenie. Wmawiałam sobie to całymi dniami, i gdy tylko zaczynałam w to wierzyć to jego widok wszystko niszczył. Po raz pierwszy w życiu żałowałam teraz tego, że mama ma biuro w domu. Widywałam go ilekroć tylko przyjechał po zlecenia. Cieszył mnie jego widok, ale wtedy zapominałam o tym, że nic z tego nie może wyjść. Gdy z nim rozmawiałam wszystko to co wcześniej sobie postanowiłam przestawało mieć znaczenie. Dzisiaj jednak postanowiłam się tylko i wyłącznie dobrze bawić, mama znów wyjechała, więc mogłam wrócić do domu w stanie byle jakim. I postanowiłam z tego skorzystać.

Impreza zaczynała się o osiemnastej. Założyłam fioletową sukienkę, beż ramiączek, do tego szpilki, rozpuszczone włosy, i przeglądając się w lustrze uznałam, że wyglądam całkiem przyzwoicie. W końcu dotarłam na impreze, razem z Anką, która chodziła ze mną i Agnieszką do gimnazjum. Agnieszka wręcz olśniewała, a Michał jak pies nie spuszczał z niej wzroku. Nie dziwie mu się ślicznie wyglądała, a on był w niej szaleńczo zakochany, z wzajemnością zresztą.

- Kochana- dopchałam się w końcu do Agi, ucałowałam ją na powitanie- Wszystkiego najlepszego moja osiemnacho! Miłości, zabawy, imprez i szalonego dorosłego życia.- wręczyłam jej prezent. Śliczny naszyjnik o którym marzyła już od jakiegoś czasu.

- Dzięki kochanie- odpowiedziała- siadaj tu koło mnie, bo dzisiaj będziemy ostro świętować- powiedziała szczęśliwa.

Rzeczywiście ja zaczełam balować już od samego początku wieczoru. Chciałam zapomnieć o wszystkim i o wszystkich. Najpierw był toast na powitanie gości, potem na cześć Agnieszki. A potem to już sama sobie radziłam. Było dużo ludzi, których znałam więc, dużo było też okazji do napicia się. Szalałam na parkiecie, ale sama nie potrzebowałam partnera, no nie licząc Agnieszki. Gdy zrobiono małą przerwe od muzyki, Aga wzięła mnie na bok.

- Dziewczyno, coś ty z sobą zrobiła? Ululałaś się nieźle- powiedziała z rozbawieniem.

- Wiem, i oto chodziło- zachwiałam się- musiałam się jakoś rozluźnić.

- No ale chyba troche przesadziłaś- przecież ty się ledwo na nogach trzymasz.

- Nie, troche mi tylko nie dobrze- odpowiedziałam.

- Jejuu i co ja teraz z tobą zrobie? Chodź wyjdziemy na zewnątrz do ogrodu, może na powietrzu trochę przetrzeźwiejesz.

Agnieszka zaciągła mnie do ogrodu, posadziła na ławce, i powiedziała:

- Musimy do kogoś zadzwonić żeby odwiózł cię do domu. Tylko myśl do kogo dziewczyno.

- Nie wiem, masz- dałam jej telefon- dzwoń gdzie chcesz.

- Dobra pomyślmy, musi to być ktoś, kto nie wygada twojej mamie w jakim jesteś stanie, czyli nikt z twojej rodziny. Czekaj a Łukasz?- spytała.

- Nie wiem, czemu niby miałby przyjechać. Rób co chcesz.- położyłam się na ławce.

- Zadzwonie do niego, i tak nie mamy innego wyboru- wykręciła numer Łukasza. Odebrał niemal od razu.

- Cześć Łukasz, tu Agnieszka, koleżanka Patrycji. Mógłbyś nam pomóc i przyjechać pod restauracje, słoneczną. Bo Patrycja trochę słabo się czuje, a ja nie mogę się urwać z własnej osiemnastki- powiedziała.

- Ok. dzięki, tylko pamiętaj, że nikt nie może się o tym dowiedzieć. Patrycja będzie czekać tu na ławce, w ogrodzie przy restauracji.- kontynuowała.

- No to załatwione, przyjedzie. Tylko proszę cię nie ruszaj się stąd. Ja musze wracać do środka, bo jak zaczną mnie szukać to znajdą i ciebie.- powiedziała.

- Nie traktuj mnie jak dziecka, ja się tu chwile prześpie- powiedziałam, i zasnełam.

Gdy się obudziłam, on był już obok mnie, położył moją głowe na swoje kolana, i przykrył kurtką.

- No wreszcie, wstałaś.- powiedział.

- Długo tu czekasz? Mogłeś mnie obudzić.- odpowiedziałam, spoglądając na niego. Poprawiając włosy zdałam sobie sprawe, że pewnie wyglądam teraz jak ostatnie czupiradło. Podniosłam się i usiadłam na ławce.

- Alkohol ci chyba nie służy- zapytał ze śmiechem i przejechał dłonią po moich włosach.

- Obiecuje, że już więcej nie tkne kieliszka. Sama nie wiem jak się doprowadziłam do takiego stanu- powiedziałam- Mam nadzieje, że nikt mnie tu nie widział?- spytałam.

- Nie, przynajmniej odkąd ja tu siedze, to nikogo tu nie było. Już ci lepiej?

- Tak, chyba tak.

- No to chodź, odwiozę cię do domu- powiedział, i wstał, wyciągając do mnie rękę.

- Poczekaj chciałam ci podziękować. Dobrze wiem, że raczej nie miałeś ochoty tu przyjeżdżać, ale zrobiłeś to i… naprawde ci dziękuje. I przepraszam z góry za to co zrobie, ale muszę.- powiedziałam, a potem wstałam i delikatnie pocałowałam jego usta. Spojrzałam na niego chciałam powiedzieć, że wiem, że ma narzeczoną i w ogóle, ale nie zdąrzyłam. Ujął moją twarz w swoje dłonie, i odwdzięczył mi się długim i namiętnym a zarazem delikatnym pocałunkiem. Nie wiem czy trwało to 5 sekund, minute, czy godzine, ale nie chciałam żeby przestawał. Chciałam zostać tak na zawsze. Jego miękkie usta sprawiały, że to był jedyny taki pocałunek w moim życiu. Całowałam się już z kilkoma chłopakami, ale nigdy się tak nie czułam. Nigdy nie zdarzyło mi się abym nie mogła się oderwać od czyichś ust. Z nim było inaczej, z nim wszystko było inne. I wtedy zdałam sobie sprawe, że jestem zakochana. Naprawde zakochana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz