niedziela, 25 lipca 2010

Rozdział 12.

Od tamtego dnia, nie widziałam się z Maćkiem. Dzwoniłam do niego kilka razy, chciałam mu to jeszcze raz wytłumaczyć, ale wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie chce. Nie czułam się z tym dobrze, no ale czas leciał, a ja wkońcu o tym zapomniałąm. Dziś 1 sierpnia, a więc moja osiemnastka. Byłam szczęśliwa impreza zapowiadała się super, prawie wszyscy których zaprosiłam mieli się wieczorem wstawić. Bolało mnie jedynie to, że nie będzie tam najważniejszej dla mnie osoby, Łukasza. Wiem, że nie mógł tu przyjść bo wszystko by się wydało. Chciałam nawet go przekonać, że może już czas aby powiedzieć o tym, że jesteśmy razem. Zdałam sobie jednak sprawe, że przez to straci prace. Szuka już czegoś nowego, w swoim zawodzie, ale na razie nie dostał jeszcze żadnej oferty. A ja nie chciałam aby przeze mnie stracił prace u mojej mamy. Oboje wkońcu postanowiliśmy, że poczekamy jeszcze troche, że będziemy jeszcze się z tym ukrywać. Obiecał mi jednak, że jeśli tylko będe mogła wyrwać się z imprezy, to przyjedzie i spotkamy się.

Wszystko było już gotowe, pozostało mi tylko założyć moją błękitną sukienke, szpilki i jechać. Zrobiłam sobie jeszcze loki, spiełam wszystko na bok i wpiełam kwiat. Mogłam już wychodzić.

***

Wieczór był świetny, dostałam mnóstwo prezentów miłych życzeń, wytańczyłam się za wszystkie czasy. Wciąż myślałam jednak o nim, tak bardo chciałabym żeby tu był. I chyba przyciągłam go myślami, bo gdy po raz setny zajrzałam na ekran telefonu, w oczekiwaniu na wiadomość od niego, wkońcu się pojawiła. „ Kochanie, wszystkiego najlepszego. Chciałbym ci jednak złożyć życzenia osobiście. Będę czekał na ciebie, o jedenastej, nad jeziorem, tam gdzie zawsze.” Mogłam się z nim jeszcze dzisiaj zobaczyć, chciałam się z nim zobaczyć, musiałam. Dlatego bez większego zastanowienia odpisałam:” Będę na pewno. Kocham Cię”. Tylko jak wymknąć się z własnej imprezy. Agnieszka! Ona na pewno mi pomoże.

- Przepraszam, przepraszam. Porwę ci ją na chwile- powiedziałam do Michała i pociągłam Agnieszke za ręke.

- Co się dzieje?- zapytała z zaciekawieniem.

- Proszę Cię, proszę, proszę, proszę pomóż mi się jakoś wyrwać stąd chociaż na godzinkę- powiedziałam.

- Ale gdzie ty chcesz się wyrwać… Aha no tak pewnie Łukasz?

- Tak! Proszę cię pomóż mi jakoś. Muszę się z nim zobaczyć. O jedenastej będzie na mnie czekał.

- No dobra. Ale obiecaj, że pożyczysz mi tą swoją wystrzałową czarną kiecke?- powiedziała.

- Co tylko chcesz- powiedziałam, a Agnieszka wzięła kieliszek szampana i wylała na siebie.

- Ale co ty robisz? Miałaś mi przecież pomóc a nie wylewać..- zrozumiałam jednak o co jej chodzi.

- Kocham cię- powiedziałam i pocałowałam ją.

- Te swoje czułości to zostaw sobie dla tego Łukaszka. Idż lepiej do swojej mamy, powiedz jej, że wylałaś na mnie wino i jedziemy do ciebie, po jakieś ciuchy dla mnie. A ja po kluczyki do Michała. Za pięc minut przed restauracją- zadyrygowała.

- Okey.- powiedziałam i pobiegłam szukać mamy.

***

- Dobra jesteśmy, ale pamiętaj o dwunastej musisz być w restauracji, bo jak nie zdążysz na swój własny tort to, to będzie małe przegięcie. Więc masz jakieś 45 minut. Zrozumiano- zapytała.

- Tak jest!- przeciągłam palce do czoła.- Dziękuje ci nie wiem co bym bez ciebie zrobiła- uściskałam ją.

- No dobra, leć już do tego twojego Romea.- powiedziała,

Gdy doszłam do jeziora, zatkało mnie. Na piasku porostawiane były dziesiątki świeczek, ułożone w ogromne serce. Z głośników samochodu rozbrzmiewał utwór „ What a wonderful Word”, Louisa Amstronga. Wtedy zobaczyłam jego, w jasnych spodniach i białej nie do końca zapiętej koszuli, z bukietem białych lili.

- Łukasz, tu jest ślicznie- powiedziałam i pocałowałam go.

- W końcu to twoje urodziny, nie mogło być inaczej- wręczył mi bukiet- chodź zatańczymy.

Zdjęłam buty, rzuciłam je gdzieś z boku i poszłam za nim. Położył moją ręke na swoim ramieniu, a drugą otulił swoją dłonią.

- Dziękuje Ci.- powiedziałam opierając głowe o jego ramie.

- Za co?- zapytał

- za wszystko za to, że jesteś, za to, że mnie kochasz, za ten piękny wieczór- pocałowałam go, wciąż tańcząc nie spuszczaliśmy z siebie wzroku.

- Nie złożyłem ci jeszcze życzeń wiesz?- powiedział.

- Jakoś nie zauważyłam.- zaśmiałam się.

- No więc chce ci życzyć abyś, zawsze była tak jaka jesteś, żebyś została sobą. Piękną, mądrą, i kochającą mnie Patrycją, bez której nie wyobrażam sobie mojego życia. Chce żebyś zawsze była szczęśliwa- powiedział.

- Jestem szczęśliwa. Jestem szczęśliwa gdy jesteś ze mną- powiedziałam zbliżając swoją twarz do jego, tak, że dzieliły nas już tylko milimetry.

- Kocham cię wiesz?- powiedział głaszcząc mnie po policzku, i przeszywając mnie spojrzeniem.

- Wiem, teraz już wiem- odpowiedziałam, chciałam go pocałować ale odsunął się.

- Poczekaj, jeszcze prezent. Zamknij oczy.

Poczułam jak zapina coś na mojej szyi. Spojrzałam na dekolt, i zobaczyła piękny, naszyjnik. Lśnił milionem kryształów, wyglądał jak te które sławne gwiazdy załadały na rozdanie Oscarów, czy innych ważnych nagród. Jak te które panny młode zakładały na ten najważniejszy w swoim życiu dzień.

- Łukasz jest śliczny- powiedziałam i zaczęłam go całować. Całowaliśmy się tak namiętnie, byliśmy nie zaspokojeni. Zdałam sobie sprawe, że chciałabym zacząć być z nim naprawde. Chciałam cała mu się oddać, chciałam go kochać i pokazać tą miłość.

- Proszę cię wyjedźmy gdzieś sami, wyrwijmy się stąd chociaż na chwile- powiedziałam przerywając na chwilę ten potok pocałunków. Oparłam głowę o jego czoło.

- Ale, przecież nie możemy..- zaczął.

- Proszę cię, wiem że w poniedziałek jedziesz do Krakowa, weż mnie ze sobą, jakoś załatwie to z mamą. Chcę być z tobą, chociaż przez te dwa dni.- powiedziałm.

Odpowiedział mi całując mnie. Wiedziałam, że się zgadza, czułam, że on też tego chce. Byłam szczęśliwa, czułam się taka szczęśliwa. Niestety tę piękne chwile nie mogły trwać wiecznie. Zadzwonił mój telefon, wiedziałam, że to Aga.

- Muszę już wracać.- powiedziałam- Nawet nie wiesz jak chciałabym tu z tobą zostać- przytuliłam się do niego jak najmocniej mogłam.

- Wiem.- przytulił mnie mocno.

- Widzimy się w poniedziałek dobrze?- zapytałam.

- Yhymm- odpowiedział wciąż mnie całując.

Potem już tylko odprowadził mnie do samochodu, trudno było mi się z nim rozstać. Ale pocieszała mnie myśl, że w poniedziałek będę go już miała tylko dla siebie.

- No i jak?- zapytała Agnieszka, odpalając silnik.

- Normalnie. Jest najwspanialszym facetem na świecie, i naprawde go kocham.- odrzekłam rozmarzonym głosem. Nie pytała o nic więcej. Wiedziała co czuje. Gdy wróciłam do restauracji zdążyłam akurat na zdmuchnięcie świeczek na torcie. Zdmuchując te osiemnaście małych płomyczków, wypowiedziałam jedno życzenie- chcę być z nim zawsze, na zawsze.

4 komentarze:

  1. ach wreszcie doczekałam się na kolejną część :)
    xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie :)
    Nie mogę się doczekać następnego;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ehhh jakie to romantyczne ;]
    ;**
    anabelle
    [zatracona-candy]

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne !!
    Przeczytałam wszystkie 12 rozdziałów w godzinę, oderwać sie nie mogłam ! .
    Czekam na kolejny !!! . xD

    OdpowiedzUsuń