Budzik! Jego uporczywe dzwonienie wyrwało mnie ze snu. Nie lubiłam wczesnego wstawania. Największym plusem wakacji zawsze było dla mnie długie wylegiwanie się w łóżku. Jednak jeśli chciałam zdążyć na autobus do Ostrowa, nie miałam wyjścia. Musiałam wstać. Za oknem była piękna, słoneczna, typowo wakacyjna pogoda. Promienie słońca odbijały się w tafli wody, naszego oczka w ogródku. Założyłam szorty, i bluzke na ramiążkach, do tego sandałki i żaden upał nie był mi straszny. Zeszłam powoli na dół. Była 6.30, więc miałam jeszcze pół godzinki na śniadanie, bo o ile dobrze pamiętam autobus miałam o 7.05. Zrobiłam sobie kawe z mlekiem, żeby nie zasnąć po drodze. Kawa zawsze stawiała mnie na nogi, czy to po nieprzespanej nocy, imprezie czy też uczeniu się do późna. Na stole leżała karteczka- „ Obiad w lodówce, wystarczy, że sobie podgrzejesz, wróce późnym wieczorem lub ewentualnie jutro. Mama.” Czasem zastanawiam się jak długo jeszcze będzie traktować mnie jak dziecko? Za dwa miesiące będę już pełnoletnia, a ona zachowuje się jakbym wciąż miała dziesięć lat. Może to dlatego, że jestem jedynaczką? W sumie zawsze chciałam mieć siostre, albo starszego brata. No ale wiadomo, że starszego już mieć nie mogłam, jeśli już to młodszego. Ale po rozwodzie z tata raczej marzenia te legły w gruzach. Mama od tamtego czasu nie związała się z nikim na poważnie. Wiem, że miała kilku „bliskich przyjaciół”, ale nawet mi o nich nie powiedziała. Kiedyś jedynie z jednym z nich widziałam ją gdy całowali się w jego samochodzie, a o dwóch innych sama się domyśliłam. Dochodziła siódma, więc zaczełam zbierać się na przystanek. Przystanek miałam akurat blisko, co zawsze mnie cieszyło. Zamknęłam dom, i gdy wyszłam na ulice zauważyłam, że autobus właśnie zatrzymuje się na przystanku. Cholera- pomyślałam, i zaczęłam gonić autobus.
Cholerka no- zaklełam zziajana, i obserwowałam odjeżdżający autobus. Zastanawiałam się właśnie jak ja dotre do Ostrowa, gdy jakieś auto zatrąbiło i zatrzymało się koło mnie. Od razu poznałam busa z firmy mamy. To był Łukasz.
- Widze, że szybko potrafisz biegać- zaśmiał się- ale żeby gonić autobusy to musisz jeszcze troche potrenować.
- Bardzo śmieszne, naprawde- powiedziałam z złością.
- Wiesz ja może nie mam autobusu, ale jeśli chcesz to wsiadaj. Jadę z transportem więc mogę cię podwieźć- zaproponował.
- W sumie to czemu nie. Autobusu już raczej nie dogonie- zaśmialiśmy się.
Wsiadłam do auta. Było czysto, a zapach wanilii od razu uderzył we mnie uderzył. Lubiałam ten zapach.
- To dokąd się wybierasz?
- Kierunek, Ostrów. A dokładniej II Lo.
- Ooo licealistka- powiedział z uznaniem.
- Dokładniej to przyszła dziennikarka- odpowiedziałam
Jechaliśmy przez chwile w milczeniu, ale była to miła cisza, nie czułam się nie zręcznie tak jak zwykle gdy cisza zapadała pomiędzy mną i Maćkiem. W radiu leciały spokojne kawałki.
- Mam nadzieje, że bardzo się nie spieszysz do tej szkoły, bo chyba trochę potrwa za nim tam dojedziemy- wyrwał mnie z rozmyślań Łukasz.
- No wspaniale- przed nami właśnie ciągnął się ogromny korek.
- Chyba nie po drodze ci dziś ten wyjazd- zaśmiał się.
- Żebyś wiedział, wszystko idzie mi dzisiaj jak po grudzie- powiedziałam ze złością.
- No a teraz do tych dzisiejszych przykrości dojdzie jeszcze jakaś godzina którą będziesz musiała spędzić ze mną w korku.
- No nic na to nie poradze, muszę to jeszcze przetrzymać- zaśmiałam się.
Lubiłam go, naprawde go polubiłam. I to kiedy? Przez te chwile kiedy się widzieliśmy? Nigdy nie przywiązywałam się szybko do ludzi. Zawsze potrzebowałam więcej czasu, aby kogoś poznać, zaakceptować. Wyjątkiem była jedynie Aga, no i teraz on. Nagle zadzwonił jego telefon. Na ekraniku jego komórki ujrzałam napis Monia.
- Ooo czyżby narzeczona?- spytałam
- A czy ty aby za ciekawska nie jesteś?- odpowiedział z rozbawieniem
- Ja? W życiu. Po prostu skoro już musimy spędzać ten czas razem to chciałam się czegoś o tobie dowiedzieć. Zresztą jak chcesz to mnie możesz pytać o co tylko ci się zamarzy- powiedziałam
- A jesteś tego pewna?- powiedział z błyskiem w oku
- Hej, hej- zaśmiałam się- aż tak o wszystko to nie. Już wiem co ci tam po głowie chodzi.
- Ciekawe skąd wiesz?- zapytał
- Wiem co?
- No co chodzi mi po głowie.
- Nie tak trudno się domyśleć- powiedziałam.
- Nie znasz mnie, więc nie możesz wiedzieć- powiedział, W jego oczach znów zobaczyłam ten błysk. Czułam, że wciąga mnie w jakąś gierke, ale podobało mi się to. Cholernie podobał mi się sposób w jaki ze mną rozmawiał. Zdawałam sobie sprawe z tego, że jest starszy ode mnie o jakieś 10 lat, ale nie czułam tej różnicy. Co ważniejsze zdałam sobie sprawe, że nigdy jeszcze, z żadnym chłopakiem mi się tak nie gadało.
- Wiesz co znam się trochę na was facetach.
- Ehemm- zaśmiał się.
- Ty się ciągle ze mnie śmiejesz- powiedziałam.
- Nie no dobra zmieńmy temat- powiedział ze śmiechem- a ja znów nie wiedziałam o co mu chodzi. Uśmiechłam się sama nie wiem czemu. Usłyszałam dźwięk smsa, i sięgłam po telefon. To Maciek, pyta co u mnie. Nie miałam ochoty mu odpisywać, ale wkońcu to zrobiłam.
- Czyżby narzeczony?- zapytał Łukasz
- Ciekawski jesteś- zaśmiałam się i zabrałam się za odpisywani. Łukasz w tym czasie przeglądał jakieś papiery. Odpisałam szybko Maćkowi „ u mnie ok. co u was?” i schowałam telefon do torebki. Gdy podnosiłam torbę, szturchnęłam przez przypadek Łukasza, i zrzuciłam wszystkie papiery które trzymał na kolanach.
- Rzeczywiście mogłam nie wychodzić dzisiaj z domu, chyba to by było lepsze rozwiązanie. Zaraz pewnie jeszcze pęknie nam opona, albo okaże się, że zgubiłam portfel, albo wpadne pod auto w ostateczności. Przepraszam Cię- schyliłam się i zaczełam zbierać papiery.
- Nie ma za co- odpowiedział rozbawiony- mam nadzieje, że nie przeszedł ci żaden czarny kot przez ulice?- i zaczął pomagać mi w zbieraniu.
- Nie kot nie, ale jeż owszem- zaśmialiśmy się. I nagle poczułam dotyk jego dłoni, która znalazła się teraz na mojej. Przeszedł mnie dreszcz, taki miły dreszcz. Odsunełam dłoń, oboje wyprostowaliśmy się jak oparzeni i spojrzeliśmy na siebie. W jego oczach było coś takiego, nie potrafiłam tego opisać. Były takie ciepłe, widziałam w nich… Nie wiem czy trwało to sekundę czy minutę, ale nagle ocknęłam się jak z transu.
- Proszę- podałam mu kartki- to chyba wszystko- spojrzałam na niego. Też wydawał się jak wyrwany z transu.
- Dzięki- schował papiery do teczki.
Milczeliśmy chwile. Korek zaczął się powoli, powoli ruszać aż wkońcu ruch wrócił do normy. Jadąc zauważyliśmy przyczyne tego zastoju, roztrzaskany, zciągnięty już teraz na pobocze samochód.
- Oni jak widać mieli dzisiaj większego pecha niż ja- powiedziałam
- Chyba tak. Popatrz nawet nie wiesz kiedy może ci się coś takiego przytrafić. Dlatego człowiek nie powinnien marnować życia na coś w czym nie jest szczęśliwy- powiedział to w taki sposób, że byłam niemal pewna, że mówi o sobie. Podjechaliśmy pod moją szkołę.
- Dziękuje za podwózke- uśmiechnełam się.
- Nie ma za co. Wiesz tak za dwie, trzy godziny będę wracał więc jeśli chcesz to powrotem też mogę cię podrzucić- powiedział- jeśli oczywiście chcesz.
- Nie wiem jak dużo czasu będę potrzebowała, także chyba wróce autobusem- odpowiedziałam.
- Poczekaj- wyciągnął kartke i długopis- masz mój numer. Gdyby jednak znów uciekł ci autobus, to dzwoń- uśmiechnął się.
- Okey, dzięki. Wyszłam z samochodu, i nie wiem czemu ale czułam na sobie jego wzrok. Strasznie chciałam się obrócić i zobaczyć czy to tylko moje omamy, czy naprawde mnie obserwuje. Ale nie zrobiłam tego.
O ! widzę opowiadanie piszesz :) Postaram sie nadrobić te 3 odcinki :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)